Foki
Aktorów i tak już zaraz wcale nie będzie. W filmach już podobno prawie nie ma ludzi. Skanują ciało. Nagrywają ruchy. Miny, głos biorą do syntezy.
Teatr Współczesny w Szczecinie
Foki rozpoczynają się od nieprawdopodobnej medialnej sensacji. Polskę obiega informacja, że podopieczne fokarium w Szczecinie – zamiast standardowego pokazu – nieoczekiwanie odegrały przed zwiedzającymi profesjonalny spektakl. Wezwani na miejsce krytycy teatralni rozpoznają w nim poemat Grażyna Adama Mickiewicza. Incydent elektryzuje opinię publiczną. Naukowcy ogłaszają, że jest to pierwszy w historii jednoznaczny dowód na to, iż sztuka nie jest wyłącznie ludzką domeną. Zwierzęta – podobnie jak ludzie – posiadają potrzeby wyższe i pragną komunikować je w najbardziej wyrafinowany sposób: poprzez teatr.
Rozwój sztuki zwierząt nie pozostaje jednak bez wpływu na teatr ludzi. Odnotowuje się gwałtowny spadek zainteresowania przedstawieniami, w których występują wyłącznie aktorzy. Widownie świecą pustkami, kolejne instytucje kultury zawieszają działalność, a bezrobotni artyści szturmują poradnie zdrowia psychicznego. Dochodzi do serii radykalnych aktów performatywnych: w Poznaniu zdesperowani aktorzy przez kilkanaście godzin tańczą nago w fontannie Neptuna, w Krakowie byli aktorzy Teatru Starego przykuwają się do bramy ZOO, uniemożliwiając wejście zwiedzającym, a przed siedzibą Ministerstwa Kultury w Warszawie niezidentyfikowani artyści palą kukłę foki. Pojawia się pytanie: po jakie środki musi sięgnąć ludzki teatr, by przypomnieć o swojej mocy?
Data początku „dziwnych zachowań” fok – 18 września 2021 roku – nie jest przypadkowa. To dzień śmierci Pawła Soszyńskiego, krytyka, pisarza i dramaturga, pomysłodawcy projektu Foki, który planował jego realizację wspólnie z Marią Magdaleną Kozłowską. Przez lata koncepcja pozostawała niezrealizowana. Do projektu powrócono dopiero po kilku sezonach – spektakl zamówił Jakub Skrzywanek, ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie, z którym Soszyński wcześniej współpracował jako dramaturg.
W gotowej realizacji pierwotny pomysł zostaje rozwinięty w wielowarstwową refleksję nad kondycją współczesnego teatru instytucjonalnego. Foki nie ograniczają się do satyry na repertuarową obsesję klasyki. Zwierzęta stają się figurą zagrożenia, jakie niosą ze sobą szersze przemiany kulturowe. Spektakl opowiada o samoświadomości teatru jako anachronicznej instytucji oraz o lęku twórców przed jego niepewną przyszłością.
Przedstawienie rozwija się w nielinearnej strukturze, pełnej gwałtownych zwrotów, choreograficznych przeskoków i retorycznych paradoksów, z wyraźnymi aluzjami do historii awangardy. W centrum scenografii znajduje się basen wypełniony piłeczkami – czytelne nawiązanie do fokarium – wokół którego rozgrywa się sceniczna rywalizacja.
Aktorzy grają samych siebie – konfrontując się z medialnymi doniesieniami o „występie fok”, rozpaczliwie próbują odzyskać uwagę publiczności. Snują mniej lub bardziej prawdopodobne opowieści o własnych doświadczeniach zawodowych: nieudanych próbach dostania się do szkół teatralnych, absurdach instytucjonalnych procedur czy groteskowych pensjach wypłacanych w gwoździach. Ten zabieg nie służy wyłącznie satyrze – staje się sposobem mówienia o lęku przed utratą sensu, prestiżu i stabilności, o kruchości zawodu aktora w obliczu zmieniających się warunków produkcji sztuki.
W kolejnych scenach perspektywa stopniowo przesuwa się ku temu, co nie–ludzkie. Spektakl wprowadza motyw „przefoczenia” – radykalnej zmiany punktu widzenia, w której „święte” teatralne idee przemiany, przekroczenia i przeistoczenia zostają potraktowane z dystansem, a następnie skonfrontowane z innością zwierząt, materii i technologii. W tym sensie Foki nie tylko opowiadają o teatrze, lecz także testują jego granice: pytają, kto – albo co – może występować, przemawiać i być obecne na scenie.
Jednocześnie przedstawienie wpisuje się w doświadczenie straty, przemijania i końca pewnego świata. W finale pojawia się sugestia, że do istnienia spektaklu niekoniecznie potrzebne jest życie w biologicznym sensie – wystarczy spojrzenie, ślad, obecność. Teatr trwa nawet wtedy, gdy zmieniają się jego nośniki.
Foki to spektakl o teatrze, który obawia się własnego zaniku, a jednocześnie próbuje wyobrazić sobie inne formy trwania: o zmianie perspektywy – od ludzkiej wyjątkowości ku współobecności z tym, co nie–ludzkie; od potrzeby kontroli ku akceptacji kruchości; od wielkich narracji ku chwilowej, wspólnej obecności tu i teraz.


Nie będzie budynków teatru, ani zespołów, ani biletów. Tylko będą takie mini sześcianiki,
które będzie można włożyć do kieszeni. W środku będą mali ludzie wyhodowani w laboratorium na mięsie zmarłych. I oni tam będą sobie grać.


Nawet jeśli to nasze ostatnie chwile, cieszmy się bliskością innych ciał, które cierpliwie dzielą z nami oddech. Oddają ciepło. Tu, teraz, przez chwilę, w ciemności, jesteśmy razem.


Maria Magdalena Kozłowska
Magda Kupryjanowicz (w procesie pracy wykorzystywano improwizacje aktorskie)
Jan Tomza–Osiecki
Aleksandr Prowaliński
Maria Magdalena Kozłowska
Witek Orski
Maria Toboła
Grażyna Madej
Joanna Matuszak
Konrad Beta
Nikodem Księżak
Konrad Pawicki
Piotr Nykowski z archiwum Teatru Współczesnego w Szczecinie